Zakazy szkodzą.
To jest dokładnie ostrzeżenie, które teraz formułują naukowcy. Australia już podjęła ten krok, a inne kraje szykują się do jej naśladowania. Cel wydaje się szlachetny: ochrona dzieci przed zagrożeniami cyfrowymi.
Ale wykonanie? Zło.
Bez szerszego spojrzenia rządy ryzykują wprowadzenie środków, które mogą spowodować niezamierzone szkody.
Zastanów się, jak takie zakazy działają w prawdziwym życiu.
Zamykasz drzwi wejściowe. Nastolatki po prostu wejdą przez okno. Albo przejdą przez płot.
Badacze wskazują na prostą dynamikę systemu. Media społecznościowe nie istnieją w próżni. Są osadzone w gigantycznej sieci obejmującej rodziny, szkoły, rządy i same dzieci. Nie można poprawić jednego elementu i oczekiwać, że reszta systemu sama się poprawi. Całkowity zakaz całkowicie ignoruje ten ekosystem.
Dalsze wydarzenia można przewidzieć. Big Tech się dostosowuje.
Pamiętaj o tytoniu. Pamiętaj o alkoholu. Branża zmieniła się wraz z wejściem w życie przepisów. Giganci mediów społecznościowych zrobią to samo.
Na nowo zdefiniują pojęcie „sieci społecznościowej”. Przeniosą operacje do ciemniejszych, mniej regulowanych zakątków sieci. Będą jeszcze bardziej agresywnie lobbować za swoimi interesami. Zmienią narrację polityczną.
To nie jest teoria spiskowa. Taka jest logika biznesowa.
I tu jest najtrudniejsza część: konsekwencje nie są równomiernie rozłożone.
Czy dziecko ma obecnych rodziców, dobrą szkołę i prawdziwe hobby? Być może ban pomoże.
A co z izolowanym dzieckiem? Ktoś, kto nie ma bezpiecznego domu ani systemu wsparcia? Dla niego media społecznościowe były ratunkiem. Ich wyjście awaryjne.
Znajomi zwracali się do mnie z pytaniami, o których nie czułam się komfortowo opowiadając członkom rodziny.
Nastoletni autor ujął to prosto. Media społecznościowe to miejsce, w którym żyją przyjaźnie. Gdzie ludzie znajdują swoich ludzi. Gdzie mogą wyrazić siebie bez obawy, że zostaną natychmiast osądzeni podczas rodzinnego obiadu.
Zakaz Instagrama. Zakaz TikToka.
Czy to przestanie ich komunikować? Nie.
Dzieci to cyfrowi tubylcy. Szybko migrują. Do zastosowań, o których jeszcze nikt nie wie. Na serwerach, których nikt nie może kontrolować. Do miejsc o wiele bardziej niebezpiecznych niż jakakolwiek regulowana platforma.
Co więc powinniśmy zrobić zamiast machać młotkiem?
Projektuj lepsze systemy.
Potrzebujemy ocen wykraczających poza stwierdzenie, że „czas przed ekranem oznacza zły stan zdrowia psychicznego”. Ten wskaźnik jest nieaktualny. Nawet leniwy.
Musimy przyjrzeć się zaangażowaniu akademickiemu. Prawdziwe powiązania społeczne. Jak branże reagują na regulacje. Konsekwencje długoterminowe. I to nie tylko ze względu na wczorajszy nastrój.
Unia Europejska przygotowuje się do masowego przeglądu we wszystkich 27 swoich krajach. W dyskusji bierze udział Wielka Brytania, Chiny, Indie, USA. TikTok, YouTube, Facebook to cele.
Ale czy to zmieni pierwotną przyczynę?
Albo po prostu oglądamy grę „rozbij dzbanek”, w której najbardziej bezbronne dzieci trafiają w to samo miejsce, co na początku.
Sam. Ale teraz w aplikacji, której nie możemy znaleźć.




























