W Anglii występuje dotkliwy niedobór zasobów wodnych. Krytyczny.
Rząd zamierza wybudować 1,5 mln nowych budynków mieszkalnych. Cyril Starmer zobowiązał się zrealizować to zadanie jako jedną ze swoich pięciu kluczowych misji przed wyborami w 2024 r. Brzmi świetnie w przypadku komunikatów prasowych.
Ale w rzeczywistości coś takiego nie istnieje.
Niezależna analiza zlecona przez Water UK pokazuje, że w kraju jest wystarczająco dużo wody, aby zaopatrzyć 420 000 tych domów. Różnica wynosi ponad milion. Jest to strukturalna porażka, która wkrótce doprowadzi do kryzysu.
Można by pomyśleć, że jest to po prostu problem konstrukcyjny. Ale w rzeczywistości jest to kwestia regulacyjna.
Biurokracja „wykorzystania w przyszłości” spowalnia budowę
Wąskie gardło nie dotyczy tylko rur. Główną przeszkodą są dokumenty.
Biurokracja opóźnia budowę nowej infrastruktury wodnej. Przepisy zabraniają firmom budowania obiektów przed popytem. Dlaczego? Ze względu na specyficzną barierę prawną dotyczącą „przyszłego wykorzystania”.
David Henderson, szef Water UK, wyraża rozczarowanie. Chce dostarczać wodę, ale system boleśnie spowalnia budowę zbiorników. Wskazuje także na „nierealistyczny optymizm”, jeśli chodzi o oszczędzanie wody.
To jest sedno problemu. Obecne zasady opierają się na celu rządu, zgodnie z którym zapotrzebowanie na wodę w sektorze przedsiębiorstw ma spaść o 9% do 2038 r.
Szczerze mówiąc? Ta liczba jest błędna.
Rośnie zużycie wody w sektorze komercyjnym. Nie spada. I wiemy dlaczego.
Centra danych to słonie w zbiorniku
Centra danych zużywają zasoby. Ich liczba szybko rośnie w całej Wielkiej Brytanii.
Obecnie funkcjonują 563 placówki. W przygotowaniu jest ponad 100 kolejnych. Ci cyfrowi giganci zużywają każdego dnia 6,6 miliona litrów wody.
Pomyśl o tym. 6,6 miliona litrów.
To tyle samo wody zużywa 20 028 przeciętnych gospodarstw domowych. A sytuacja będzie się tylko pogarszać. Oczekuje się, że do 2030 r. zużycie osiągnie 19,8 mln litrów dziennie. To równowartość 60 tysięcy gospodarstw domowych.
Ale w tym miejscu polityka się załamuje.
Krajowy System Gospodarki Wodnej Agencji Środowiska – oficjalna mapa źródeł i szlaków wodnych – wyraźnie nie uwzględnia centrów danych. Są wyłączone z obliczeń.
Oznacza to, że ogromne obciążenie, jakie nakładają na sieć, jest niewidoczne dla planistów. Dodatkowe zapotrzebowanie nie jest brane pod uwagę.
„Wyłączenie tych ośrodków z obliczeń krajowych… nowe i istniejące domy będą coraz częściej spotykane z ograniczeniami dotyczącymi korzystania z wody”.
Jeżeli nie bierze się pod uwagę popytu, nie buduje się mocy wytwórczych. A jeśli nie zostanie zbudowany prąd, wprowadzone zostaną zakazy używania węży do podlewania. Dla każdego. Nie tylko dla gigantów technologicznych, ale dla ciebie i mnie.
Planowanie przymrozków i osuszania kranów
W jaki sposób szkodzi to nabywcy domu? Bezpośrednio.
Przepisy brytyjskie są jasne. Deweloperzy nie mogą od razu zacząć kopać doły i budować domy. Lokalne władze odpowiedzialne za planowanie i przedsiębiorstwa wodociągowe muszą najpierw sprawdzić jedną rzecz: wydajność.
Czy w sieci lokalnej jest wystarczająca ilość zasobów i wody dla nowych mieszkańców?
Jeśli odpowiedź jest negatywna, zakłady wodociągowe odmawiają podłączenia. Władze samorządowe zmuszone są do wstrzymania wydawania pozwoleń na budowę. Projekty utknęły w niepewności.
To już się dzieje. To nie jest hipotetyczny scenariusz. Niedobory wody dosłownie powodują przestoje na placach budowy z powodu braku dostaw.
Water UK chce to naprawić, modernizując system krajowy. Uwzględnij centra danych. Odzwierciedlają rzeczywiste zużycie. Rozpoznaj ryzyko.
Jeśli to zrobią, programiści będą mogli ominąć biurokrację. Będą mogli zbudować zbiorniki i rury potrzebne w przyszłości. Teraz blokują je zasady oparte na 9% spadku popytu, co nigdy nie nastąpi.
Zmiana klimatu pogarsza sytuację
Nie ma potrzeby się tam zatrzymywać. Planeta się rozgrzewa.
Zmiany klimatyczne pogłębiają problem. Agencja Środowiska ostrzega, że do roku 2055 dzienny niedobór wyniesie 5 miliardów litrów wody. Pięć miliardów.
To nie tylko spadek poziomu rzek. To kryzys systemowy.
Obecny plan zakłada, że efektywność nas uratuje. Dane sugerują co innego. Potrzebujemy infrastruktury. Prawdziwa infrastruktura. Zbudowane na twardych danych, a nie na optymistycznej fikcji.
Jeśli nie naprawimy liczb, nie będziemy budować domów. Po prostu nie będzie wody.




























