Dzięki Redditowi: właśnie wyszedł na jaw jeden z małych sekretów Valve. I nie mogę przestać tego sprawdzać. Kontroler Steam? Tak, krzyczy, kiedy upada. Krzyk Wilhelma. Ten sam klasyczny krzyk bólu z hollywoodzkich filmów. Jest używany w setkach obrazów. A teraz Twój kontroler gier. Sprawdziłem to. Mogę potwierdzić.
Szczerze mówiąc, po kilku tygodniach testów nie miałem pojęcia, że taka funkcja w ogóle istnieje. Nie upuszczam kontrolerów. Cóż, przynajmniej nie celowo. Grawitacja najczęściej działa jedynie jako delikatne przypomnienie.
Okazało się, że sterownik reaguje na grawitację jako wyzwalacz alarmu. Rzuć go delikatnie na sofę – krzyczy. Spadł z wysokości metra? Kolejny krzyk. Brzmi głośno. Dokładnie. I dość dziwne.
Ale najciekawsze jest to, że dźwięk nie zawsze jest odtwarzany. Randomizacja jest tutaj ważna. Rzuć nim mocno na podłogę i prawdopodobnie nic się nie stanie. A jeśli rzucisz dwa razy z rzędu – odgłosy paniki gwarantowane. A potem na chwilę zapada cisza. Trzyma Cię na nogach.
Jak to działa? Silniki wibracyjne. Działają jak małe głośniki. Czy to jest technicznie głośnik? Najprawdopodobniej nie. Ale to brzmi świetnie. Nawet niesamowite.
Co więcej, działa całkowicie autonomicznie. Bez komputera. Nie widać pokładu parowego. Po prostu włącz to. Pozwól mu połączyć się przez Bluetooth. Rzuć to. Krzyk. Samo urządzenie trzyma ten żart w sobie.
Czy powinienem polecić rezygnację z urządzeń peryferyjnych za 99 dolarów? Technicznie nie. Ale jajko wielkanocne jest tak dobre, że kusi mnie. Dlaczego Joy-Cony nie powodują kaszlu Mario po rzuceniu? Dlaczego DualSense nie tweetuje jak Astro Bot? To zmienia sposób, w jaki patrzymy na urządzenia.
Ten kontroler już mi się spodobał. Teraz kocham go jeszcze bardziej. A może po prostu mam obsesję na punkcie sprawiania, że wszystko krzyczy. Kto wie?
Czasami nawet najbardziej nieoczekiwane funkcje mogą zmienić Twoje postrzeganie gadżetu.




























