Prawdziwa historia hakowania: od twórców kodu po badaczy sieci

14

Media kochają złoczyńców. Kiedy słyszysz słowo „haker”, Twój mózg prawdopodobnie natychmiast przywołuje obrazy napastników. Wyobraź sobie przestępców prześladujących ludzi, oszukujących korporacje, kradnących tożsamość lub, co gorsza, grożących załamaniem gospodarki lub rozpoczęciem wojny poprzez włamanie do systemów wojskowych.

Nie można zaprzeczyć, że tacy napastnicy istnieją. Trafiają na pierwsze strony gazet. Stanowią jednak tylko niewielką część prawdziwej społeczności.

Termin haker komputerowy pojawił się w połowie lat sześćdziesiątych XX wieku. Opisywał programistów. Byli to wizjonerzy, którzy widzieli potencjał w maszynach, który inni ignorowali. Stworzyli kod do pisania programów, których nikt inny nie mógł sobie wyobrazić. Byli pionierami. Billa Gatesa. Steve’a Jobsa. Steve Woźniak. Założyciele ci zobaczyli, co mogą zrobić komputery, i stworzyli sposoby, aby to urzeczywistnić. To byli hakerzy.

Cechą charakterystyczną była ciekawość. Graniczyło to z obsesją. Nie tylko napisali kod. Rozebrali wszystko na części, żeby dowiedzieć się, jak działają.

Hakerzy szczycą się tym, że rozumieją, jak działają systemy, a nie po prostu budują je od zera.

Kiedy pojawił się błąd (błąd) – fragment złego kodu, który psuje program – nie zignorowali go. Stworzyli łaty. Małe fragmenty kodu, które rozwiązują problem. Rozdawali je za darmo. Niektórzy z tych entuzjastów otrzymali zapłatę za umiejętności, z których chętnie korzystali za darmo.

Komputery ewoluowały. Inżynierowie połączyli maszyny w sieci.

Definicja uległa zmianie. Haker to ktoś, kto używa komputerów do eksploracji sieci, do której nie należy.

Większość nie miała złych zamiarów. Chcieli tylko wiedzieć, jak działa sieć. Każda bariera była wyzwaniem do pokonania.

To pozostaje prawdą dzisiaj. Oczywiście zdarzają się historie o sabotażu. Penetracja. Rozprzestrzenianie się wirusów. Ale większość hakerów jest po prostu ciekawa. Chcą zrozumieć zawiłości świata komputerów.

Niektórzy wykorzystują tę wiedzę, aby pomóc korporacjom i rządom w tworzeniu silniejszych zabezpieczeń. Inni idą ciemniejszymi ścieżkami.

Badamy metody stosowane do infiltracji systemów. Przyjrzymy się kulturze hakerów. Spotkamy znane postacie, które popadły w konflikt z prawem.

Zanim jednak przejdziemy do współczesnych włamań do sieci, musimy wrócić. Przed hakerami komputerowymi istniały manipulatory linii telefonicznej.

Era phreakingu

Ciekawskie umysły zwróciły się w stronę systemu telefonicznego. Znaleźli sposób, żeby nią zmanipulować.

Nazywało się to phreaking.

Freaks wykonywał bezpłatne połączenia międzymiastowe. Robili psikusy innym użytkownikom. Zbadali infrastrukturę, zanim stała się ona cyfrowym światem, jaki znamy dzisiaj.

Baza kodu hakerów i hierarchia społecznościowa

Kod jest prawdziwą walutą w podziemnym świecie. Nie musisz być programistą, żeby hackować. Większość hakerów po prostu szuka narzędzi napisanych przez innych. Istnieją tysiące takich programów badań sieciowych. Przekazują władzę każdemu, kto wie, jak z nich skorzystać. Gdy zrozumiesz słabe strony systemu, możesz tworzyć exploity.

Hakerzy używają specjalnego oprogramowania do naruszania celów. Metody są stare, ale skuteczne.

  • Rejestrowanie naciśnięć klawiszy : Niektóre złośliwe programy rejestrują każde naciśnięcie klawisza. Instalują się po cichu. Potem oglądają. Haker później przegląda dziennik. Jest to wylęgarnia kradzieży tożsamości i penetracji systemu. Wszystkie wprowadzone hasła staną się dostępne.

  • Hakowanie haseł : Zgadywanie nie wystarczy. Algorytmy generują tysiące kombinacji. To jest atak brutalną siłą. Próbuje każdej możliwej kombinacji, aż znajdzie tę właściwą. Atak słownikowy działa szybciej. Zastępuje popularne słowa w polach logowania. Opiera się na ludzkim lenistwie.

  • Infekcja wirusowa : Wirusy rozmnażają się. Powodują awarie. Kasują dyski twarde. Hakerzy rzadko pobierają je bezpośrednio. Wysyłają je e-mailem. Wiadomości błyskawiczne. Sieci P2P. Pobieraj witryny. Ofiara uruchamia kod. Infekcja się rozprzestrzenia.

  • Dostęp backdoorem : Niektóre programy skanują otwarte ścieżki. Wczesne zabezpieczenia Internetu były luźne. Można było zalogować się bez poświadczeń. Obecnie hakerzy często korzystają z konia trojańskiego. Ofiara instaluje go, uważając go za bezpieczny. Otwiera tajne drzwi dla atakującego.

  • Komputery Zombie : Zaatakowana maszyna staje się botem. Haker kontroluje go zdalnie. Zombie wysyła spam. Uruchamia ataki typu rozproszona odmowa usługi (DDoS). Komputer ofiary pracuje dla przestępcy. Popełnia przestępstwa, gdy użytkownik śpi.

  • Nadzór poczty e-mail : Przechwytywanie wiadomości przypomina podsłuchiwanie rozmów telefonicznych. Hakerzy piszą kod, aby złapać je w transporcie. Szyfrowanie zmieniło grę. Współczesny e-mail wykorzystuje złożone formuły. Nawet po przechwyceniu treść pozostaje nieczytelna. Dane są bezpiecznie chronione.


Kim są ci hakerzy?

Psycholog Mark Rogers klasyfikuje społeczność. Nie jest monolityczny.

  • Początkujący : Mają narzędzia, ale nie rozumieją. Pobierają skrypty. Nie wiedzą, jak komputery działają od środka. Łatwo je złapać.

  • Cyberpunkowie : Są bardziej doświadczeni. Dłużej niż nowicjusze unikają wykrycia. Dużo rozmawiają. Swoimi hackami chwalą się w Internecie. Kieruje nimi ego.

  • Programiści : Piszą exploity. Inni hakerzy wykorzystują swój kod do włamywania się do systemów. Oni są architektami. Pozostają w cieniu.

  • Cyberterroryści : jest to mylące określenie profesjonalnych hakerów. Robią to dla zysku. Sabotują firmy. Napadają na bazy danych. Kradną poufne informacje. To jest praca.

Hierarchia pokazuje, że umiejętności techniczne są bardzo zróżnicowane. Dostęp do narzędzi jest powszechny. Zrozumienie ich nie jest.

Większość osób z zewnątrz wrzuca wszystkich osób nadużywających komputera do jednego negatywnego stosu. Świat technologii się z tym nie zgadza. Istnieje wyraźna granica oddzielająca tych, którzy eksperymentują, aby zrozumieć, i tych, którzy eksperymentują, aby zniszczyć.

Różnica między krakersami

Programiści ceniący swoje rzemiosło często nalegają na ścisłą definicję. Dla nich haker opisuje jedynie entuzjastów przestrzegania prawa. To ludzie, którzy piszą kod, tworzą aplikacje lub wzmacniają protokoły bezpieczeństwa. Jeśli używasz swoich umiejętności do powodowania zniszczeń w złośliwych zamiarach, nie jesteś hakerem. Jesteś krakerem.

Włamywacze włamują się do systemów. Sprawiają kłopoty. Czasem powodują szkody, które trwają latami. Problem w tym, że większość osób spoza branży nie jest świadoma tej różnicy. Słyszą słowo „haker” i myślą o osobie kradnącej numery kart kredytowych lub powodującej awarię głównego komputera banku. Widzą negatywne określenie i stosują je do każdego, kto ma klawiaturę i za dużo czasu.

„Wielu programistów komputerowych upiera się, że słowo „haker” odnosi się wyłącznie do entuzjastów przestrzegania prawa, którzy pomagają tworzyć programy i aplikacje lub poprawiać bezpieczeństwo komputera.”

Białe kapelusze kontra czarne kapelusze

Internet funkcjonuje jako pole bitwy. Po jednej stronie są czarne kapelusze. To są ci źli. Próbują włamać się do systemów, kraść dane lub rozprzestrzeniać wirusy. Wykorzystują luki w zabezpieczeniach w celu osiągnięcia zysku lub chaosu.

Po drugiej stronie są białe kapelusze. To dobrzy goście. Wykorzystują tę samą głęboką wiedzę techniczną do zwiększania bezpieczeństwa. Opracowują potężne oprogramowanie antywirusowe. Znajdują dziury przed czarnymi kapeluszami i zamykają je.

Obie strony w przeważającej mierze popierają oprogramowanie open source. Tutaj robi się ciekawie. Otwarte oprogramowanie oznacza, że ​​każdy może studiować, kopiować, rozpowszechniać i modyfikować kod źródłowy.

Dlaczego to ma znaczenie? Dzięki otwartemu oprogramowaniu hakerzy mogą uczyć się od siebie nawzajem. Widzą, jak inny programista rozwiązał problem. Szybciej wykrywają błędy. Pomagają uczynić programy lepszymi niż wcześniej. Oferta oprogramowania obejmuje zarówno proste narzędzia, jak i złożone systemy operacyjne, takie jak Linux. Współpraca przezwycięża izolację w każdej sytuacji.

Społeczność i konferencje

Kultura to nie tylko kod. Chodzi także o komunikację. Kilka corocznych wydarzeń promuje odpowiedzialne zachowanie i ogólną ciekawość.

DEFCON to najbardziej znana nazwa. Jest to coroczna konferencja odbywająca się w Las Vegas. Gromadzą się tam tysiące uczestników. Wymieniają się programami. Rywalizują w konkursach. Biorą udział w dyskusjach panelowych na temat hakowania i rozwoju komputerów. Celem jest zaspokojenie ciekawości w kontrolowanym środowisku.

Istnieje również Obóz Komunikacji Chaosu. Tam panuje inna atmosfera. Warunki życia są nędzne. Większość uczestników mieszka w namiotach. Rozmowy prowadzone są jednak na wysokim poziomie technologicznym. Mówią o szyfrowaniu, prywatności i infrastrukturze.

Wydarzenia te pokazują, że nie wszyscy hakerzy są aspołecznymi samotnikami. Tak, wiele z nich tak ma. Spędzają godziny na debugowaniu kodu, podczas gdy reszta świata śpi. Postrzegają komputery jako główne gniazdko społeczne. Ale sieci to zmieniły.

Zanim Internet stał się usługą konsumencką, hakerzy korzystali z systemów tablic ogłoszeń (BBS). Osoba może hostować BBS na swoim własnym komputerze. Inne łączyły się z nim poprzez modem. Wysłali wiadomości. Wymienili informacje. Grali w gry. Pobrali programy.

Gdy hakerzy odnaleźli się w ten sposób, nastąpił gwałtowny rozwój wymiany informacji. Niektórzy publikowali swoje osiągnięcia. Chwalili się penetracją chronionych systemów. Jako dowód pobrali dokumenty z baz danych ofiar. Na początku lat 90. organy ścigania przyjrzały się temu i dostrzegły ogromne zagrożenie dla bezpieczeństwa. Wydawało się, że setki ludzi mogło dowolnie włamać się do najbezpieczniejszych systemów na świecie.

Obecnie witryny takie jak Hacker.org w dalszym ciągu promują naukę. Oferują zagadki i konkursy. Aktualności znajdziesz w 2600: The Hacker Quarterly. Ma wersję drukowaną w kioskach i sekcję transmisji na żywo w Internecie.

Realia prawne

Można by pomyśleć, że eksploracja systemu to nieszkodliwa zabawa. W Stanach Zjednoczonych samo zalogowanie się może spowodować poważne kłopoty. Nieautoryzowany dostęp jest nielegalny. Ustawa o oszustwach i nadużyciach komputerowych wyraźnie zabrania tego typu zachowań.

Większość hakerów nie chce powodować problemów. Hakują, bo muszą wiedzieć, jak działa system. Dla nich bezpieczny system jest jak Mount Everest. Pokonują ją dla samego wyzwania. To nie jest złośliwość. To obsesja.

Ale prawa nie interesują twoje motywy. Interesuje go dostęp. I podczas gdy białe kapelusze zapewniają najlepszą obronę, czarne kapelusze zawsze szukają kolejnej szczeliny w ścianie. Napięcie między nimi definiuje nowoczesny krajobraz cyfrowy.

Nadal musimy ustalić, gdzie tak naprawdę przebiegają granice prawne.

Większość rządów ma złożone i sprzeczne uczucia co do hakowania, chociaż w tych relacjach nie ma „miłości” lub jest ona niewielka. Główny problem leży nie tylko w umiejętnościach technicznych, ale także w luce, którą ujawnia hack. Możliwość penetracji systemu, kradzieży tajnych danych i zniknięcia bez śladu nie pozwala urzędnikom spać po nocach. Dla przeciętnego pracownika rządowego różnica między ciekawskim amatorem testującym zaporę sieciową a zagranicznym szpiegiem kradnącym tajemnice państwowe jest nieistotna. Widzą zagrożenie. Widzą, że granice są łamane.

Amerykański system prawny: oszustwo polegające na przeciwdziałaniu manipulacji

W Stanach Zjednoczonych kodeks prawny jest dość surowy. Dwa główne przepisy definiują ryzyko związane z nieuprawnionym dostępem do komputerów. Najpierw rozważ 18 U.S.C. § 1029. Celem tego prawa jest tworzenie i dystrybucja „urządzeń dostępowych”, czyli kodów mających na celu ominięcie systemów bezpieczeństwa. Istnieje jednak niuans: prawo wymaga obecności zamiaru oszustwa. Jeśli haker może udowodnić, że nie próbował ukraść pieniędzy ani popełnić oszustwa, ale po prostu badał działanie systemu, może mieć obronę. To niewielka luka, ale istnieje.

Następnie jest 18 U.S.C. § 1030. To najpoważniejsze prawo. Zabrania nieautoryzowanego dostępu do komputerów rządu federalnego. Tutaj intencja jest mniej istotna niż sam fakt działania. Nie musisz niczego kraść. Nie musisz wyrządzać szkód. Jeśli uzyskujesz dostęp do komputera rządowego, który nie jest przeznaczony do użytku publicznego, złamałeś prawo. Kara to nie tylko ostrzeżenie.

Kara i złożoność międzynarodowa

Kary różnią się znacznie w zależności od wyrządzonych szkód. Drobne wykroczenie może skutkować sześciomiesięcznym okresem próbnym. Poważne naruszenie? Możesz otrzymać nawet 20 lat więzienia. Departament Sprawiedliwości przy ustalaniu długości wyroku stosuje wzór uwzględniający szkody finansowe i liczbę ofiar. To zimna arytmetyka.

W innych krajach zasady mogą być jeszcze bardziej niejasne. Weźmy Niemcy. Najnowsze przepisy zabraniają posiadania „narzędzi hakerskich”. Krytycy twierdzą, że jest to niebezpiecznie powszechne. W praktyce może to skutkować kryminalizacją legalnej pracy związanej z bezpieczeństwem. Jeśli firma zatrudnia pentestera do znalezienia luk w zabezpieczeniach, czy technicznie rzecz biorąc, łamie to prawo, posiadając narzędzia wykorzystywane w tym procesie? Ta dwuznaczność pozostawia szare obszary, nad którymi zespoły prawne nadal debatują.

Koszmar ekstradycji

Główną przeszkodą w egzekwowaniu prawa nie jest samo prawo, ale położenie geograficzne. Haker z Londynu może w ciągu kilku minut zniszczyć serwer w Wirginii. Ściganie takiej osoby wymaga ekstradycji – labiryntu dyplomatycznego i prawnego, który może ciągnąć się latami.

Sprawa Gary’ego McKinnona doskonale to ilustruje. McKinnon, działający z Wielkiej Brytanii, od 2002 roku włamywał się do systemów Departamentu Obrony USA i NASA. Twierdził, że po prostu szukał luk w zabezpieczeniach Linuksa, a nie kradnął tajemnice. USA postawiły mu zarzuty. Walka o ekstradycję trwała do kwietnia 2007 r., kiedy brytyjskie sądy ostatecznie odrzuciły jego apelację, uniemożliwiając jego transfer do USA. Było to rzadkie zwycięstwo obrony, ale pokazało, jak powolna i bolesna potrafi być międzynarodowa sprawiedliwość.

Hakowanie: od przestępczości do bogactwa

Pomimo ryzyka włamanie nie zawsze prowadzi w jedną stronę do więzienia. Może to być lukratywna ścieżka kariery dla tych, którzy pozostają po właściwej stronie prawa. Wiele firm technologicznych zatrudnia obecnie „białych kapeluszy” (etycznych hakerów), aby testowali swoje bezpieczeństwo, zanim atakujący znajdą luki.

Korzyści finansowe mogą być astronomiczne. Spójrz na Larry’ego Page’a i Sergeya Brina. Jako studenci Stanforda pracowali razem nad stworzeniem wyszukiwarki. Nie tylko znaleźli pracę; zbudowali infrastrukturę dla Google. Dziś zajmują 26. miejsce na liście najbogatszych miliarderów świata magazynu Forbes. Te same umiejętności, dzięki którym hakerzy trafiają do więzienia, mogą również wylądować w zarządzie.

Znani hakerzy

Granica między tworzeniem przyszłości a hakowaniem jej była cieńsza, niż chcielibyśmy przyznać. Weźmy pod uwagę współzałożycieli Apple, Steve’a Jobsa i Steve’a Wozniaka. Zanim stali się ikonami technologii konsumenckiej, byli hakerami. Ich wczesne exploity nie ograniczały się tylko do eksploracji kodu; graniczyły one ze złośliwą działalnością, ingerując w systemy w sposób, który dzisiaj wpakowałby każdego w poważne kłopoty prawne.

Ale ewoluowały. Skierowali swoją niszczycielską energię na tworzenie sprzętu i oprogramowania, które faktycznie coś zmieniły. Wynik? Rewolucja komputerów osobistych. Przed Apple komputery były domeną gigantycznych korporacji – drogich gigantów wielkości pokoju, których przeciętny człowiek nie mógł dotknąć. Jobs i Woźniak zmienili narrację. Udowodnili, że informatyka może stać się przystępna cenowo.

Następnie jest Linus Torvalds. Twórca systemu operacyjnego Linux reprezentuje inny typ etyki hakerskiej. On nie tylko budował; otwierało się. Torvalds był orędownikiem oprogramowania open source, filozofii, która sugeruje, że swobodne dzielenie się kodem prowadzi do lepszej, bardziej niezawodnej technologii. Kiedy pozwolisz wszystkim zobaczyć swoją pracę, społeczność ją ulepszy. To model, który zrewolucjonizował sposób, w jaki budujemy infrastrukturę cyfrową, od serwerów po smartfony.

Richard Stallman, często nazywany inicjałami rms, poszedł dalej. Założył Projekt GNU, którego celem było stworzenie całkowicie darmowego systemu operacyjnego. Stallman nie tylko pisze kod; walczy o koncepcję wolnego oprogramowania i nieograniczonego dostępu do komputerów. Aktywnie sprzeciwia się politykom takim jak zarządzanie prawami cyfrowymi (DRM), argumentując, że ograniczenia te blokują użytkowników i tłumią innowacje. Dla Stallmana kod jest prawem człowieka, a nie towarem, który należy chronić.

Ale każdy Woźniak czy Torvalds ma cień. Czarne kapelusze świata hakerów działają na zupełnie innej częstotliwości. Oni nie budują mostów; wysadzają je w powietrze.

Jonathan James to opowieść ku przestrodze. Zaczął wcześnie. Mając zaledwie 16 lat, został pierwszym młodocianym hakerem osadzonym w więzieniu w Stanach Zjednoczonych. Nie atakował małych przedsiębiorstw. Zaatakował ważne cele: NASA i serwer w Agencji Redukcji Zagrożeń Obronnych. Działał pod pseudonimem c0mrade, co było hołdem dla jego młodzieńczego idealizmu, który szybko stał się zarzutem federalnym.

James nie tylko eksperymentował. Dopuścił się poważnych włamań komputerowych. Jego pierwotnym wyrokiem był areszt domowy, ale złamał warunki zwolnienia warunkowego. Konsekwencje były szybkie i poważne. Poszedł do więzienia. To wyraźne przypomnienie, że ciekawość ma swoją cenę, gdy przekracza granicę i staje się nieautoryzowanym dostępem.

Dziedzictwo wczesnych hakerów

Kontrast jest oczywisty. Z jednej strony widać ludzi, którzy wykorzystali swoje umiejętności, aby przełamać bariery technologiczne dla zwykłych ludzi. Z drugiej strony widzisz tych, którzy wykorzystali podobne umiejętności, aby wykorzystać te same bariery dla osobistych korzyści lub sławy.

„Kiedy udostępnisz informacje wszystkim, korzyści mogą być niesamowite”.

To nie jest tylko kwestia moralna. To kwestia wpływu. Ruch open source, napędzany przez takie postacie jak Torvalds i Stallman, stał się podstawą współczesnego Internetu. Większość stron internetowych działa na systemie Linux. Większość infrastruktury chmurowej opiera się na narzędziach GNU. „Zło

Legenda Kevina Mitnicka zbudowana jest na przesadzie. W latach 80. nastolatek rzekomo włamał się do głównego kompleksu komputerowego Północnoamerykańskiego Dowództwa Obrony Powietrznej i Kosmicznej (NORAD). Mit urósł do tego stopnia, że ​​ludzie uwierzyli, że znajduje się on na liście najbardziej poszukiwanych przestępców FBI.

Wszystko było nie tak.

Mitnick był wielokrotnie aresztowany za nieuprawniony dostęp do chronionych systemów. Jego celem był zwykle dostęp do drogiego oprogramowania, a nie wykonanie kodów nuklearnych. Rzeczywistość była mniej filmowa, ale nie mniej poważna.

Innym przykładem jest Kevin Poulsen. Działał pod pseudonimem Dark Dante. Jego specjalnością były centrale telefoniczne. Jego celem była stacja radiowa KIIS-FM w Los Angeles. Manipulując liniami telefonicznymi, upewniał się, że realizowane są tylko połączenia z jego własnego domu. Wygrywając konkursy radiowe, posługiwał się sfałszowanymi wpisami. Dziś Poulsen pisze dla magazynu Wired. Poprawił się.

Adrian Lamo poszedł inną drogą. Używał komputerów publicznych w bibliotekach i kafejkach internetowych do badania znanych sieci. Znalazł luki w zabezpieczeniach. Wykorzystywał ich. Następnie skontaktował się z firmami, aby je ostrzec.

Nie był płatnym konsultantem. To czyniło jego działania nielegalnymi. Co gorsza, nie tylko podglądał. Czytał poufne dane. Uzyskał dostęp do tajnych materiałów. Został zrujnowany przez „The New York Times”. Włamanie do ich systemu doprowadziło bezpośrednio do jego aresztowania.

Niewidzialna większość cyberprzestępców

Prawdopodobnie tysiące hakerów przemierza obecnie przestrzeń cyfrową.

Nie da się ich policzyć.

Wielu nie ma odpowiednich umiejętności. Używają niebezpiecznych narzędzi, których nie rozumieją. Wyrządzają szkody poprzez zaniedbanie.

Inni są mistrzami w swoim rzemiośle. Wnikają do systemów i opuszczają je bez pozostawiania śladu. Nikt nigdy nie będzie wiedział, że tam byli.

Przepaść między lekkomyślnym dzieciakiem ze scenariusza a duchem w maszynie jest ogromna. Istnieją oba typy. Jedno i drugie przyczynia się do chaosu.

Aby zrozumieć pełną skalę tego zagrożenia, musimy wyjść poza powszechnie znane nazwy.

Powiązane artykuły

  • 10 najstraszniejszych wirusów komputerowych wszechczasów
  • Czy hakerzy mogą zniszczyć amerykańską gospodarkę?
  • Jak działają konie trojańskie
  • Jak działa phishing
  • Jak działa oprogramowanie szpiegujące
  • Jak działają zapory ogniowe
  • Jak działają wirusy komputerowe
  • Test bezpieczeństwa komputera
  • Jak działa szyfrowanie

Przydatne zasoby

  • 2600 – Kwartalnik Hacker
  • Hacker.org
  • DEFCON
  • Obóz Komunikacji Chaosu
  • HackerWatch.org

Źródła

  • “Computer Crime & Intellectual Property Section.” United States Department of Justice.
  • „Bezpieczeństwo komputerowe”. Encyclopaedia Britannica. 2007.
  • „Cyberprzestępczość”. Encyclopaedia Britannica. 2007.
  • „Kamienie milowe Google”. Google.com.
  • „Otwarte źródło”. Encyclopaedia Britannica. 2007.
  • “The Brute Force Algorithm, by Lineman.” Haker w pudełku. 9 stycznia 2005.
  • “The World’s Billionaires.” Forbesa. 8 marca 2007.
  • “UK hacker loses extradition fight.” Wiadomości BBC. 3 kwietnia 2007.
  • Blau, John. “German antihacker law could backfire, critics warn.” Serwis informacyjny IDG. 13 sierpnia 2007.
    -DeAngelis, Gina. „Cyberprzestępstwa”. Chelsea House Publishers. Filadelfia. 2003.
    — Graham, Paweł. „Wielcy hakerzy”. Lipiec 2004.
  • Hitchcock, J.A. “Net Crimes & Misdemeanors.” Information Today, Inc. Medford, New Jersey. 2003.
  • Knittel, John and Soto, Michael. “Everything You Need to Know About The Dangers of Computer Hacking.” Rosen Publishing Group, Inc. New York. 2000.
  • Leyden, John. “Briton charged with hacking loses extradition fight.” Rejestr. 4 kwietnia 2007.
  • Robson, Gary. “How to Become a Hacker.” Na czarnej liście! 411. Grudzień 2003.
    -Schneier, Bruce. „Kim jest haker?” Schneier o bezpieczeństwie. 14 września 2006.
  • Sterling, Bruce. “The Hacker Crackdown: Law and Disorder on the Electric Frontier.”
  • The New Hacker’s Dictionary.
  • U.S. Federal Anti-Hacking Laws.