Stany Zjednoczone pod rządami prezydenta Donalda Trumpa przyspieszają swoje ambicje kosmiczne dzięki nowemu dekretowi wykonawczemu wyznaczającemu agresywne cele dla misji księżycowych, eksploracji Marsa i rozwoju kosmicznych systemów obrony przeciwrakietowej. Dyrektywa ustanawia pięcioletni plan mający na celu przywrócenie amerykańskiej dominacji w przestrzeni kosmicznej nie tylko ze względu na postęp naukowy, ale także bezpieczeństwo narodowe i wzrost gospodarczy.
Powrót na Księżyc: Stała placówka do 2030 r
Najbardziej bezpośrednim celem jest ustanowienie stałej obecności człowieka na Księżycu. NASA we współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną (ESA) przygotowuje się do misji Artemis, a Artemis II ma pojawić się na orbicie księżycowej w 2026 r. Artemis III, zaplanowany na 2027 r., będzie oznaczał powrót astronautów na powierzchnię Księżyca – choć eksperci sugerują, że opóźnienia są prawdopodobnie spowodowane trwającymi testami statku Starship firmy SpaceX, który w zamierzeniu ma pełnić funkcję lądownika.
Oprócz pierwszych lądowań administracja zamierza do 2030 r. zbudować „stałą placówkę księżycową”. Nie chodzi tylko o badania; jest odskocznią do bardziej ambitnych celów. Księżyc będzie poligonem doświadczalnym dla technologii potrzebnych do dłuższych misji oraz bazą do dalszych operacji.
Wyścig na Marsa: pierwsze ślady na Czerwonej Planecie
Celem długoterminowym jest wylądowanie ludzi na Marsie. Trump wielokrotnie powtarzał, że Stany Zjednoczone będą pierwszym krajem, który to osiągnie. Twierdzenie to, choć ambitne, nie ma określonego harmonogramu. Administracja przewiduje rurociąg „Księżyc-Mars”, wykorzystujący doświadczenia księżycowe do późniejszej eksploracji Marsa. Trump podkreślił jednak także priorytet bezpośredniego przemieszczania się na Marsa z pominięciem niektórych etapów pośrednich.
Tutaj wchodzi w grę znaczenie bycia pierwszym. Eksploracja kosmosu to nie tylko nauka; to kwestia prestiżu i wpływów. Lądowanie astronautów na Marsie wzmocni rolę Stanów Zjednoczonych jako wiodącej potęgi kosmicznej.
Obrona przeciwrakietowa: projekt „Złota Kopuła”
Być może najważniejszym – i kontrowersyjnym – aspektem nowej polityki jest nacisk na technologię obrony przeciwrakietowej w kosmosie. Administracja chce stworzyć wielopoziomowy system obronny, nazwany „Złotą Kopułą”, zdolny do przechwytywania rakiet balistycznych, hipersonicznych i manewrujących, a także dronów i zagrożeń powietrznych. Ta inicjatywa o wartości 175 miliardów dolarów ma na celu ochronę Stanów Zjednoczonych przed atakami pochodzącymi z kosmosu, w tym możliwą bronią nuklearną na orbicie.
Posunięcie to budzi obawy dotyczące wyścigu zbrojeń w kosmosie. Rozwój kosmicznych systemów obrony przeciwrakietowej może zdestabilizować środowisko geopolityczne, ponieważ inne kraje mogą czuć się zmuszone do opracowania własnych środków zaradczych.
Stymulowanie komercyjnej gospodarki kosmicznej
Aby wesprzeć te ambitne cele, administracja planuje do 2028 r. zainwestować co najmniej 50 miliardów dolarów w stworzenie „dynamicznej komercyjnej gospodarki kosmicznej”. Obejmuje to uproszczenie przepisów, przyspieszenie startów i zachęcanie do prywatnych innowacji w produkcji lotniczej. Celem jest utrzymanie przez Stany Zjednoczone dominującej pozycji w komercyjnej działalności kosmicznej i zastąpienie starzejącej się Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) platformami będącymi własnością prywatną do 2030 r.
Naleganie na deregulację, w tym eliminację przeglądów środowiskowych startów, sygnalizuje chęć przedłożenia szybkości i wzrostu gospodarczego ponad kwestie ochrony środowiska.
Podsumowując, nowa polityka kosmiczna Trumpa jest odważną próbą zmiany roli Ameryki w przestrzeni kosmicznej. Plany obejmują nie tylko badania naukowe, ale także bezpieczeństwo narodowe i interesy handlowe. Czas pokaże, czy te ambitne cele uda się osiągnąć, ale dyrektywa wyraźnie sygnalizuje przejście do bardziej agresywnego i konkurencyjnego podejścia do dominacji kosmicznej.



























