Opinia | Pomyłka Trumpa z saudyjskim księciem koronnym

23

Uwaga Trumpa obnaża niezręczność saudyjskiego księcia

Niedawna obrona prezydenta Trumpa saudyjskiego księcia Mohammeda bin Salmana po bezpośrednim pytaniu w sprawie morderstwa Jamala Khashoggi nieumyślnie ujawniła jego prawdopodobną winę. Zamiast zaprzeczyć zarzutom, Trump skarcił dziennikarkę za samo pytanie, mówiąc jej: „Nie musisz zawstydzać naszego gościa takim pytaniem”.

Ta reakcja jest wymowna. Jak zauważył pewien psychiatra, niewinni ludzie zwykle reagują oburzeniem i złością, gdy zostają fałszywie oskarżeni. Z drugiej strony, winni ludzie zwykle czują się zawstydzeni lub zawstydzeni. Instynktowna obrona księcia przez Trumpa poprzez atak na dziennikarza sugeruje, że sam książę może czuć się niekomfortowo w tej kwestii.

Główną kwestią nie jest po prostu wolność prasy – chodzi o to, że zachowanie Trumpa sugeruje, że jego zdaniem amerykańscy dziennikarze powinni podporządkować się władzy prezydenta, a nie prowadzić dochodzenie w tej sprawie.

Potępienie dziennikarki przez prezydenta, nazywając jej pytanie „nieposłuszeństwem”, tylko to potwierdza. Trump wydaje się postrzegać media jako przedłużenie swojej kontroli, a nie narzędzie sprawdzania władzy. Jest to spójne z jego ogólną pogardą dla krytycznych doniesień i jego wyraźnym pragnieniem, aby prasa zachowywała się bardziej na wzór mediów państwowych Arabii Saudyjskiej.

Niektórzy dziennikarze sugerują prostą taktykę: bezlitosne powtarzanie niewygodnych pytań, dopóki nie otrzymają odpowiedzi. To bezpośrednie podejście podkreśla fundamentalną rolę wolnej prasy w pociąganiu przywódców do odpowiedzialności, nawet jeśli ci przywódcy zdecydują się milczeć.

Ostatecznie wpadka Trumpa zapewnia zaskakujący wgląd w dynamikę leżącą u podstaw sytuacji. Dyskomfort, jaki okazał w obronie księcia, sugeruje, że być może nawet podświadomie zdawał sobie sprawę, że książę ma coś do ukrycia.