Dlaczego uchylenie neutralności sieci zagraża Twojemu wolnemu i otwartemu internetowi

12

Bądźmy szczerzy. Wyrażenie „neutralność sieci” brzmi jak formularz rządowy, który należy podpisać, ale tak naprawdę nigdy go nie czytaj. Jest sucha. Biurokratyczny. To ten rodzaj tematu, od którego łzawią ci oczy jeszcze zanim skończysz zdanie.

Ale tutaj jest nieprzyjemna część: musisz zwrócić na to uwagę.

Neutralność sieci to nie tylko techniczny żargon. Jest to podstawowa zasada, która wymaga od dostawcy usług internetowych (ISP) jednakowego traktowania wszystkich danych w Internecie. Nie mogą spowolnić Netflixa, ponieważ nie kupiłeś ich pakietu premium. Nie mogą przyspieszyć Amazon.com, jednocześnie spowalniając witrynę małego startupu. Nie mogą tworzyć szybkich pasów dla najbardziej hojnych płatników, pozostawiając wszystkich innych na wolnym pasie.

W 2015 roku Federalna Komisja Łączności (FCC) pod rządami Obamy nałożyła na dostawców usług internetowych rygorystyczne zasady, podobne do tych stosowanych w przypadku przedsiębiorstw użyteczności publicznej. Oznaczało to, że dostawców traktowano jak zwykłych przewoźników, na wzór firm telekomunikacyjnych. Nie mieli prawa dyskryminować.

Potem przyszła administracja Trumpa.

Komisja FCC głosowała za uchyleniem tych zasad. Dostawcy usług internetowych ostro lobbowali za tymi zmianami. Chcieli swobody prowadzenia swoich sieci według własnego uznania. Konsumenci? Niedobrze.

Jeśli zniknie neutralność sieci, zniknie kilka kluczowych swobód. Jeśli prowadzisz małą firmę, utracisz możliwość konkurowania na równych warunkach. Twoja wypowiedź online może zostać stłumiona, jeśli nie leży to w interesie dostawcy. Może się okazać, że zapłacisz dodatkowo za samo załadowanie strony internetowej w rozsądnym czasie.

Oto konkretne powody, dla których ma to znaczenie dla Twojego codziennego cyfrowego życia.

Czekam na otwarty internet

Zakładamy, że Internet jest miejscem publicznym. Zakładamy, że jeśli wprowadzimy adres URL, strona się załaduje. Nie zakładamy, że nasz dostawca usług internetowych decyduje o szybkości ładowania tej witryny na podstawie umowy korporacyjnej.

To oczekiwanie jest podstawą współczesnej sieci. Bez neutralności sieci ten fundament pęka.

Dostawcy usług internetowych twierdzą, że potrzebują elastyczności w zarządzaniu ruchem sieciowym. Twierdzą, że bez możliwości priorytetyzacji niektórych danych Internet stanie się przeciążony i powolny dla wszystkich. Jest to uzasadniona obawa inżynierska. Przepustowość ma ograniczenia.

Krytycy twierdzą jednak, że jest to koń trojański odpowiedzialny za zachowania antykonkurencyjne. Gdy dostawcy usług internetowych będą w stanie spowolnić ruch lub nadać mu priorytet, będą mieli do tego motywację finansową. Dlaczego Comcast miałby przyspieszyć Netflix, skoro może pobierać od niego opłaty za ten przywilej? A dlaczego nie mieliby spowolnić konkurencyjnej usługi przesyłania strumieniowego, która zagraża ich własnej ofercie wideo?

Rezultatem jest wielowarstwowy Internet.

  • Główni gracze : Duże korporacje płacą za dostęp priorytetowy. Ich zawartość ładuje się natychmiast.
  • Mali gracze : Startupy i niezależni twórcy otrzymują resztkową przepustowość. Ich zawartość ładuje się powoli lub nie ładuje się wcale.
  • Konsumenci : Otrzymujesz to, co dyktuje rynek. Jeśli chcesz mieć szybki dostęp do niektórych witryn, być może będziesz musiał wykupić wiele subskrypcji lub zaakceptować obniżoną jakość usług.

To nie jest teoria. Jest to bezpośredni skutek deregulacji.

Decyzja FCC o wycofaniu zasad neutralności sieci przeniosła ciężar z dostawcy na użytkownika. Zamiast regulatora zapewniającego uczciwość, to rynek decyduje, kto wygra. A na nieuregulowanym rynku zwykle wygrywają największe portfele.

Możesz myśleć, że nie jesteś zagrożony. W końcu po prostu przeglądasz internet. Jednak przeglądanie stron internetowych umożliwia dostęp do wiadomości, bankowości, opieki zdrowotnej i edukacji. Jeśli te ścieżki staną się

Zapewne wiesz, że Internet to globalna sieć komputerów. Ale czy naprawdę rozumiesz, dlaczego sposób przesyłania danych ma znaczenie? Współczesny Internet został zbudowany na prostej obietnicy: jest otwarty. Każdy, kto ma połączenie, może komunikować się z dowolną inną osobą. Bez pośredników. Żadnych opiekunów. Tylko bezpośrednia komunikacja w bezpłatnej i otwartej sieci.

W ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat ta obietnica zmieniła wszystko. Zobacz, co byśmy bez niego stracili. Natychmiastowy dostęp do globalnych informacji. E-mail. Zakupy w Internecie. Sieci społecznościowe, które pozwalają znaleźć starych znajomych ze szkoły. Niezależne źródła wiadomości niekontrolowane przez żaden rząd ani korporację. Usługi transmisji strumieniowej. Rozmowy wideo. Bankowość internetowa. Wszystko zależy od swobodnego przepływu danych.

Dlaczego Internet działa tak dobrze? Ponieważ podstawowa technologia jest neutralna. Kable, routery, przełączniki i serwery nie dbają o to, co wysyłasz. Film z serwisu Netflix przesyłany jest tymi samymi kablami światłowodowymi, co zdjęcie urodzinowe Twojej siostrzenicy. Sieć traktuje każdy bajt jednakowo. Ona nie będzie preferować. To jest neutralność sieci. I dlatego należy się tym martwić. Dzięki niemu Internet jest wolny, otwarty i uczciwy — dokładnie tak, jak został zamierzony.

Jednak nie wszystkie kraje przestrzegają tych zasad.

Jak Wielka Chińska Zapora sieciowa zapewnia brak neutralności

Chiny stworzyły Internet wyraźnie nieneutralny. Nie tylko jest wolniejszy. To jest kontrolowane.

Chiński rząd używa Wielkiej chińskiej zapory sieciowej do blokowania, monitorowania i manipulowania ruchem. W przeciwieństwie do otwartego Internetu, w którym dane przepływają swobodnie, chińska wersja jest filtrowana. Niektóre strony są całkowicie zablokowane. Inne są powolne. Niektóre słowa kluczowe są cenzurowane. Rząd decyduje, co i kiedy zobaczysz, i jak szybko zostanie to dostarczone.

Nie chodzi tylko o blokowanie Facebooka czy Google. Chodzi o kontrolę. Naruszając neutralność sieci, rząd może nadać priorytet swoim własnym usługom. Niezgoda cenzora. Monitoruj obywateli. Kształtuj opinię publiczną. Internet staje się narzędziem władzy, a nie platformą wolności.

Dlaczego jest to dla Ciebie ważne?

Możesz pomyśleć: „Nie jestem w Chinach. Dlaczego miałbym się tym interesować?

Ponieważ zasady, o których mowa, mają znaczenie globalne. Jeśli zaakceptujemy fakt, że dostawcy usług internetowych lub rządy mogą wybierać zwycięzców i przegranych, otwarty internet umrze. Spowolnij konkurentów. Promuj własne usługi. Dodatkowa opłata za „szybkie pasy”. To śliskie zbocze.

Neutralność sieci to nie tylko szczegół techniczny. Jest to podstawowa zasada wolnego społeczeństwa. Bez tego Internet staje się kolejnym medium, do którego dostęp jest dyktowany siłą. Gdzie bogactwo kupuje prędkość. Gdzie prawda jest filtrowana.

Różnica między sieciami neutralnymi i nieneutralnymi

Charakterystyka Neutralny Internet Internet nieneutralny (na przykład Chiny)
Przetwarzanie danych Każdy bajt jest traktowany tak samo Dane są traktowane priorytetowo lub blokowane w zależności od interesów państwa/korporacji
Dostęp Otwarte na wszystkie treści prawne Ograniczone przez cenzurę rządową
Prędkość Jednolite dla wszystkich użytkowników Różne; niektóre usługi zwalniają, inne uzyskują priorytet
Kontrola Zdecentralizowany Państwo scentralizowane

Koszt utraty neutralności

Kiedy neutralność odchodzi, znikają także innowacje. Startupy nie mogą konkurować z gigantami płacącymi za szybsze ścieżki. Artyści mogą

Iluzja otwartej sieci

W krajach, w których Internet pozostaje w dużej mierze nieuregulowany, często postrzegamy neutralność sieci jako podstawową rzeczywistość. Szukasz informacji bez nadzoru. Ty decydujesz, którym narracjom zaufać, a które zignorować. Możesz swobodnie wybierać platformy.

Tego luksusu brakuje w Chinach kontynentalnych. Internet jest tam środowiskiem ściśle kontrolowanym i mocno cenzurowanym.

Dostawcy usług internetowych (ISP) aktywnie blokują strony internetowe zakazane przez rząd. Wyszukiwarki takie jak Google automatycznie blokują dostęp na 90 sekund, jeśli wpiszesz określone oznaczone hasła. Dostawcy otrzymują listy problematycznych słów kluczowych i są zobowiązani do usunięcia stron je zawierających.

Skala środków egzekucyjnych jest ogromna. Rząd i prywatni wykonawcy zatrudniają około 100 000 osób do monitorowania treści i zgłaszania sprzeciwu. Oprócz inwigilacji agenci finansowani przez państwo publikują prorządowe komunikaty w mediach społecznościowych i na forach.

Zwolennicy neutralności sieci nie argumentują, że proponowane zmiany FCC odtworzą stan cenzury w chińskim stylu. Ich obawy są inne. Obawiają się, że korporacje będą płacić dostawcom za spowolnienie lub zablokowanie konkurencji. Obawiają się tłumienia wolności słowa, gdy w grę wchodzą interesy firmy.

8: Szybkie pasy już istnieją

Debaty często skupiają się na przyszłych zagrożeniach. Jednakże pasy szybkiego ruchu nie są hipotetyczne. Oni już istnieją.

Lubimy wierzyć, że Internet to merytokracja. Rozległa, otwarta sieć, w której dane swobodnie przepływają od serwera do użytkownika, niezależnie od tego, kto komu płaci. To pocieszająca historia. Rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana. „Szybkie ścieżki”, z którymi walczą zwolennicy neutralności sieci, nie są teoretycznymi zagrożeniami przyszłości. Zostały już zbudowane. Wielcy gracze, jak Google, Facebook i Netflix, nie czekają na pozwolenie. Płacą już za bezpośredni, uprzywilejowany dostęp do infrastruktury należącej do Comcast, AT&T i Verizon.

Tu nie chodzi o blokowanie treści. Chodzi o kupowanie prędkości. Dzieje się to na dwa różne sposoby.

Peering: wycinanie pośrednika

Większość danych nie jest przesyłana bezpośrednio ze strony internetowej do Twojego salonu. Musi poruszać się po szkielecie Internetu – ogromnej globalnej infrastrukturze kablowej i centrach danych zarządzanych przez hurtowych dostawców usług tranzytowych. Wyobraźmy sobie system autostrad międzymiastowych. Jeśli prowadzisz małą firmę, płacisz za wjazd na autostradę, płacisz opłaty za przejazd przez różne węzły przesiadkowe i masz nadzieję, że ruch nie zostanie zablokowany.

Bogatsze firmy mają inną opcję: peer-to-peer.

Komunikacja równorzędna umożliwia dostawcy danych bezpośrednie połączenie się z siecią dostawcy usług internetowych (ISP) w lokalnym punkcie wymiany danych. To całkowicie omija autostradę publiczną. Wynik? Dane docierają do konsumenta krótszą i szybszą drogą. To nie magia. To jest infrastruktura. A to kosztuje. Płacąc za to bezpośrednie połączenie, firmy takie jak Netflix zapewniają, że po naciśnięciu przycisku odtwarzania wideo rozpocznie się natychmiast, niezależnie od tego, jak zajęty jest publiczny internet.

Sieci dostarczania treści: serwery w piwnicy

Istnieje druga, jeszcze bardziej agresywna forma preferencji: sieci dostarczania treści (CDN), w szczególności strategia buforowania brzegowego.

Google nie tylko płaci za lepsze drogi; buduje własne miejsca wakacyjne. Gigant wyszukiwania płaci dostawcom usług internetowych za umieszczanie serwerów w obiektach dostawcy – dosłownie w piwnicy. Gdy szukasz hasła „pogoda”, odpowiedź nie pochodzi z centrum danych Google w Kalifornii. Pochodzi z serwera po drugiej stronie ulicy, zarządzanego przez Twojego dostawcę usług internetowych. Zmniejsza to opóźnienia prawie do zera. Dzięki temu usługa Google jest natychmiastowa w porównaniu z konkurencją, która musi pobierać dane z bardziej odległych lokalizacji.

„Jeśli firmy internetowe mogą już płacić dostawcom usług internetowych za preferencyjne traktowanie, to dlaczego zwolennicy braku neutralności są tak zdenerwowani proponowaną zmianą przepisów FCC?”

Jeśli zatem bogaci już postępują według innych zasad, dlaczego stało się to polityczną pożogą? Odpowiedź leży w różnicy pomiędzy „autostradą” a ostatnią milą.

Problem monopolu na „ostatniej mili”

Połączenie pomiędzy firmą internetową a dostawcą usług internetowych to rynek business-to-business (B2B). Jest konkurencyjny. Jeśli AT&T zaoferuje fatalne warunki peeringu, Google może negocjować z Verizon lub przejść na innego dostawcę usług transportu publicznego. Istnieją alternatywy.

„Ostatnia mila” – końcowe połączenie od węzła ISP do routera domowego – w tym przypadku nie ma miejsca. W większości części Stanów Zjednoczonych nie masz wyboru. Jeśli mieszkasz w obszarze, w którym dominuje Comcast, Comcast jest Twoją jedyną opcją. Nie ma konkurencji. Brak wyboru tworzy monopol.

Kiedy Twój dostawca usług internetowych kontroluje jedyną ścieżkę do Twojego domu, kontroluje punkt kontrolny. Zwolennicy neutralności sieci obawiają się nie tylko tego, że duże firmy zapłacą za szybkość. Istnieje obawa, że ta monopolistyczna siła może to zrobić

Comcast to coś więcej niż tylko dostawca Internetu. Jest to największa firma zajmująca się telewizją kablową w Ameryce. Z NBCUniversal na pokładzie jest gigantem medialnym. W 2015 roku Departament Sprawiedliwości USA zablokował proponowaną fuzję z Time Warner. Federalna Komisja Łączności (FCC) zgodziła się z tą decyzją. Decyzja ta uchroniła społeczeństwo przed sytuacją, w której jedna firma kontrolowała szybki dostęp do 40 procent amerykańskich gospodarstw domowych.

Strach jest uzasadniony. Kilku dostawców usług internetowych działa obecnie jako bramy. Wybierają zwycięzców i przegranych na podstawie tego, kto płaci najwięcej. Firma internetowa nie może dostarczać treści bezpośrednio konsumentom. Musi przejść przez dostawcę Internetu. Comcast, Verizon i Time Warner skutecznie monopolizują wiele dużych rynków. Firmy internetowe nie mają innego wyjścia, jak tylko słuchać lokalnego króla.

Tim Wu ukuł termin „neutralność sieci”. Twierdzi, że prawdziwym problemem nie są szybkie pasy, ale brak konkurencji. Jak to naprawić? Spójrz na Wielką Brytanię. Organy regulacyjne wymagają od dostawców dzierżawy łączy światłowodowych konkurentom po kosztach. Zasada ta wymusza współdzielenie infrastruktury. Bez tego nowi dostawcy nie mogą sobie pozwolić na wejście na rynek. Taka jest dzisiaj rzeczywistość w USA.

Wysoki koszt wejścia na rynek

Utworzenie nowej sieci jest nieproporcjonalnie kosztowne. Kopanie rowów i układanie światłowodów wymaga kapitału, którego większość nowych graczy po prostu nie posiada. W Wielkiej Brytanii regulacje zmieniają tę matematykę. Konkurenci mogą korzystać z istniejącej infrastruktury. To obniża barierę wejścia. Dzięki temu mali dostawcy mogą świadczyć usługi bez konieczności budowania wszystkiego od zera.

W USA brak takich zasad chroni istniejących graczy. Comcast i Verizon już zapłaciły za linie. Nie mają motywacji, aby dzielić się nim tanio. Nowi członkowie zderzyli się ze ścianą. Nie mogą konkurować ceną czy jakością usług, jeśli nie potrafią sprawnie dotrzeć do domu klienta. Na tej stagnacji zyskuje kilku głównych graczy. To szkodzi konsumentowi. Ogranicza wybór.

Kto kontroluje rurę?

Nie tylko prędkość jest problemem. Chodzi o kontrolę. Kiedy jedna firma kontroluje fizyczną ścieżkę do Twojego domu, kontroluje to, co widzisz. Ona kontroluje to, co kupujesz. Kontroluje prędkość pobierania. Ta moc zniekształca sieć. Startupom trudno jest dotrzeć do odbiorców. Duzi gracze o ugruntowanej pozycji płacą za preferencyjne traktowanie. Rynek nie decyduje o tym, kto wygra. Decyduje dostawca Internetu.

„Prawdziwym problemem nie są szybkie łącza, ale zwiększona konkurencja wśród dostawców Internetu”.

Ta zmiana zmienia naturę Internetu. Przestaje przypominać plac publiczny. Raczej na zamknięte osiedle. Dostęp zależy od relacji z właścicielem nieruchomości. To niebezpieczny precedens. Podważa to otwarty charakter, który przede wszystkim uczynił sieć potężnym narzędziem.

Przełamanie monopolu

Przywrócenie konkurencji wymaga zmian strukturalnych. Samo zakazanie płatnego ustalania priorytetów nie wystarczy. Należy umożliwić wejście na rynek nowym podmiotom. Należy obniżyć ich koszty. Konieczne jest zmuszenie istniejących graczy do dzielenia się swoimi aktywami. To właśnie próbuje zrobić model brytyjski. Ona nie jest idealna. Ale stwarza przestrzeń do rywalizacji.

Stany Zjednoczone nie zaakceptowały takiego podejścia. Efektem była dominacja kilku gigantów. Zawyżają ceny. Oferują przeciętną obsługę. Nie odczuwają dużej presji poprawy. Konsumenci płacą za przywilej bycia zamkniętymi w systemie. To nie jest wolny rynek. To jest rynek zarządzany. Menedżerowie są dostawcami Internetu.

Przepisy FCC dotyczące otwartego Internetu z 2010 r. opierały się na prostym założeniu: Internet powinien zapewniać równe szanse. W dokumencie tym Komisja argumentowała, że ​​konsumenci odnoszą korzyści, gdy mogą swobodnie wybierać aplikacje, usługi i treści, do których mają dostęp. Otwartość ich zdaniem stymuluje konkurencję. Na poparcie tego twierdzenia ustalili trzy twarde i szybkie zasady.

Pierwszą była przejrzystość. Dostawcy usług internetowych (ISP) byli zobowiązani do ujawnienia informacji o tym, jak zarządzają ruchem sieciowym. Koniec z ukrytymi ograniczeniami prędkości. Drugą zasadą była zasada zakazu blokowania. Dostawcy nie mogli uniemożliwić użytkownikom dostępu do stron internetowych lub usług transmisji strumieniowej należących do konkurentów. Trzecim był zakaz nieuzasadnionej dyskryminacji. Dostawcy mogą dostrajać swoje sieci z uzasadnionych powodów, aby poprawić wydajność, ale nie po to, aby karać za określone rodzaje treści lub zapewniać partnerom nieuczciwą przewagę.

Brzmiało to przekonująco do czasu, gdy decyzja sądu z 2014 r. zniszczyła system. Sędzia orzekł, że Komisja FCC nie ma uprawnień prawnych, aby uniemożliwiać dostawcom usług internetowych dyskryminowanie witryn internetowych lub tworzenie „szybkich pasów” opartych na opłatach. Problemem była klasyfikacja. Bez przeklasyfikowania dostawców na podmioty użyteczności publicznej zgodnie z Tytułem II ustawy o komunikacji, FCC nie mogłaby wymusić ścisłego egzekwowania prawa przeciwko dyskryminacji.

Dlatego w 2015 roku właśnie to zrobili.

Po przetworzeniu ponad 4 milionów publicznych komentarzy, za czasów Obamy FCC przeklasyfikowała dostawców usług szerokopasmowych na przedsiębiorstwa telekomunikacyjne z tytułu II. Posunięcie to pociągnęło za sobą bardziej rygorystyczne regulacje, w tym nowe wymogi w zakresie sprawozdawczości i surowsze zakazy zachowań antykonkurencyjnych.

Nowe przepisy zaostrzyły kontrolę w trzech obszarach:

  • Zakaz blokowania : status quo utrzymany; Dostawcy usług internetowych nadal nie byli w stanie blokować dostępu do legalnych treści.
  • ** Ograniczanie prędkości**: To był nowy dodatek. Dostawcom wyraźnie zakazano spowalniania lub pogarszania dostarczania jakichkolwiek treści, zwłaszcza od konkurencji.
  • Zakaz płatnego priorytetu : dostawcy usług internetowych nie mogą już pobierać opłat od witryn internetowych ani dostawców treści za szybsze dostarczanie.

Najwyraźniej istniały tu poważne obawy. Płatny priorytet stworzyłby dwupoziomowy internet. Startupy z ograniczonymi zasobami znalazłyby się na powolnym pasie, podczas gdy duże korporacje z głębokimi kieszeniami poruszałyby się z zawrotną szybkością. To właśnie te nierówne warunki działania próbował wyeliminować były przewodniczący FCC Ajit Pai, nalegając w 2017 r. o uchylenie przepisów.

Kontekst interwencji

Ta batalia regulacyjna nie toczyła się w próżni. Dostawcy usług internetowych mają udokumentowaną historię manipulowania strumieniami danych. Przed wprowadzeniem przepisów z 2010 i 2015 roku zdarzało się, że dostawcy usług internetowych zwalniali (ograniczali prędkość) lub całkowicie blokowali transmisję danych.

Rozpocznij udostępnianie plików w trybie peer-to-peer. Dostawcy często obierali za cel ruch BitTorrent, uznając jego wysoką przepustowość. Nie potrzebowali formalnego przepisu, aby to uzasadnić; po prostu to zrobili. Potem był przypadek z 2008 roku, kiedy Comcast został przyłapany na potajemnym zakłócaniu użytkowników BitTorrenta poprzez wysyłanie fałszywych pakietów w celu resetowania połączeń.

To nie były hipotetyczne scenariusze. To były prawdziwe przykłady tego, co dzieje się, gdy dostawca kontroluje zarówno kanał transmisji, jak i treść. Mogliby zdecydować się na obniżenie jakości usług konkurencji, aby nakłonić użytkowników do korzystania z ich własnej platformy do strumieniowego przesyłania wideo. Mogą też spowolnić konkretną usługę, aby zachęcić użytkowników do zakupu planu „premium”.

Przepisy z 2010 r. próbowały temu zaradzić. Decyzja sądu z 2014 roku unieważniła je. W ramach reklasyfikacji tytułu II z 2015 r. podjęto próbę przywrócenia muru. A teraz, po zniesieniu przepisów, tego muru już nie ma.

Twierdzenie, że główni dostawcy Internetu, tacy jak Comcast i Time Warner, to organizacje charytatywne chcące służyć interesowi publicznemu, rozpada się pod ścisłą analizą. Oczywiście każda korporacja dąży do udziału w rynku i zadowolenia akcjonariuszy. Ale czy naprawdę obchodzi ich, czy można oglądać filmy bez buforowania?

Spójrz na dane. Indeks satysfakcji konsumentów w USA za rok 2014 dał gigantom telewizji kablowej ocenę słabą. Skargi były spójne: wysokie ceny, słaba niezawodność i pogarszająca się obsługa klienta. Klienci nie mylili się.

Comcast ma udokumentowaną historię przedkładania zysków nad wygodę użytkownika. Weźmy na przykład spór z Netfliksem w 2012 roku. To nie był tylko spór; to była blokada. Netflix zużywał ogromne ilości pasma w sieciach Comcast. Zamiast unowocześnić swoją infrastrukturę do obsługi ruchu, Comcast odmówił podjęcia działań, dopóki Netflix nie złoży „hołdu”.

Wynik? Przez dwa lata streaming z serwisu Netflix dla milionów abonentów Comcast zwolnił. Było to sztucznie utworzone wąskie przejście, zorganizowane w celach zarobkowych.

Netflix nie miał żadnego wpływu. Comcast kontrolował ostatnią milę łącza szerokopasmowego do 25 milionów domów. Wielu klientów nie miało alternatywnego dostawcy. Nie mieli innego wyjścia, jak zgodzić się na umowę o bezpośrednim wzajemnym dostępie, która zasadniczo funkcjonowała jako podatek od dostarczania treści.

Verizon zrobił to samo. Podobnych brutalnych metod użyła, aby wyłudzić pieniądze od Netflix w ramach wcześniejszej, tajnej umowy. To nie jest odosobniony przypadek. Jest to wzorzec zachowania, który określa sposób działania monopoli, jeśli nie są kontrolowane.

Rozwój Internetu „1 procent”

Ta dynamika tworzy wielowarstwowy Internet. Niewielka grupa zamożnych dostawców treści może płacić za „szybkie ścieżki”. Reszta ma „wolne pasy”.

„Te i inne przykłady niepokoją zwolenników neutralności sieci, którzy obawiają się, że proponowane zasady FCC zalegalizują jeszcze bardziej antykonkurencyjne zachowania”.

Zwolennicy neutralności sieci obawiają się, że bez rygorystycznych przepisów FCC skutecznie zalegalizuje ten biznes. Internet staje się placem zabaw dla Internetowego 1 procent. Duzi gracze kupują prędkość. Reszta z nas płaci więcej za mniej.

Dlaczego jakość Twojego dostępu miałaby zależeć od tego, ile pieniędzy może przeznaczyć serwis streamingowy na przekupienie dostawcy usług internetowych? To jest sedno debaty. Tu nie chodzi o regulację dla samej regulacji. Kwestią sporną jest to, czy kanał pozostanie obiektem użyteczności publicznej, czy stanie się prywatną drogą płatną.

Różnica w zamożności w cyfrowym świecie jest oszałamiająca. Podobnie jak w realnej gospodarce, gdzie niewielka część populacji jest właścicielem połowy tortu, Internet koncentruje władzę w sposób, który grozi zagłuszeniem głosów innych. Oxfam zauważa, że ​​jeden procent światowej populacji kontroluje prawie połowę światowego bogactwa. Zwolennicy neutralności sieci argumentują, że deregulacja dostawców usług internetowych (ISP) stworzy „internet dla jednego procenta” – miejsce, w którym tylko bogaci będą mogli kupić widoczność.

Ten trend jest już zauważalny. W 2004 roku ruch został rozłożony na tysiące witryn. Dziesięć lat później połowa całego ruchu internetowego pochodziła z zaledwie 30 firm. Do 2017 r. pod względem liczby unikalnych codziennych użytkowników i odsłon stron dominowały Google, YouTube i Facebook. W Ameryce Północnej Netflix i YouTube pochłaniają ponad połowę całego ruchu wychodzącego. Połowa wszystkich bajtów przesyłanych w sieci to strumieniowe przesyłanie wideo pochodzące od zaledwie dwóch gigantów.

Jeśli dostawcy będą mogli dać pierwszeństwo tym gigantom, jaka przepustowość zostanie pozostawiona reszcie? Niezależni twórcy treści, małe start-upy, blogerzy i podcasterzy mogą zostać zepchnięci na margines. Infrastruktura faktycznie ich wyprze ze względu na wysokie koszty.

3: Jak neutralność sieci chroni wolność słowa

Związek między neutralnością sieci a wolnością słowa nie jest abstrakcyjny. Chodzi o to, kto ma szansę zostać wysłuchany. Bez zasad uniemożliwiających dostawcom wybieranie zwycięzców i przegranych, komunikacja staje się towarem. Jeśli nie możesz zapłacić za dostęp priorytetowy, Twój głos jest spowolniony lub zablokowany. Wpływa to nie tylko na treść, ale także na podstawową umiejętność wyrażania pomysłów.

Zastanówmy się nad rolą mniejszych platform. Często obsługują niszowe społeczności lub oferują alternatywę dla narracji głównego nurtu. Jeśli dostawcy faworyzują uznanych graczy, te alternatywy mają trudności z zyskaniem popularności. Użytkownicy mają do dyspozycji wyselekcjonowany kanał, a nie otwartą sieć. Ta selekcja nie zawsze jest przejrzysta. Dzieje się tak poprzez techniczne ustalanie priorytetów, które faworyzuje tych z głębokimi kieszeniami.

Ryzykiem jest homogenizacja Internetu. Tam, gdzie kiedyś kwitły różnorodne głosy, przetrwały tylko te, które są najbardziej opłacalne z komercyjnego punktu widzenia. Nie chodzi tylko o modele biznesowe. Chodzi o ekosystem pomysłów. Jeśli dostęp jest powiązany z płatnymi taryfami, Internet przestaje być placem publicznym, a zaczyna przypominać ogrodzone osiedle mieszkaniowe.

„Internet został stworzony po to, by być otwartym. Zamknięcie go poprzez płatne priorytetyzacje zmienia jego istotę.”

Ta zmiana ma znaczenie, ponieważ wpływa na to, jakie informacje docierają do opinii publicznej. Kształtuje dyskurs polityczny, trendy kulturowe, a nawet edukację. Kiedy kilka firm kontroluje przepływ danych, kontrolują narrację. Neutralność sieci działa jak bufor chroniący przed tą konsolidacją. Dzięki temu nowy wpis na blogu ma taką samą techniczną szansę dotarcia do odbiorców, jak firmowa informacja prasowa.

Debata nie dotyczy tylko prędkości. Chodzi o sprawiedliwość. Jak możemy zapewnić, że kolejny wielki pomysł nie zostanie zmiażdżony, zanim w ogóle się zacznie? Odpowiedź leży w utrzymaniu neutralności sieci. Bez tego Internet stanie się raczej odbiciem istniejących struktur władzy niż narzędziem zmian.

Przypomnij sobie, kiedy ostatni raz próbowałeś obejrzeć film, który się nie wczytał. To obracające się koło ładujące nie jest tylko irytujące; jest to potencjalna bariera w komunikacji. Internet funkcjonuje dzisiaj jako otwarta platforma. Nie obchodzi go, kim jesteś i w co wierzysz. Dane z dużej korporacyjnej organizacji informacyjnej przechodzą tę samą ścieżkę fizyczną, co dane z bloga samotnego aktywisty. Pojawiają się na ekranie z równym priorytetem.

Ta równość jest krucha.

Jeśli Federalna Komisja Łączności (FCC) zezwoli dostawcom na wdrażanie płatnych szybkich pasów, równowaga ta się załamie. Nagle prędkość staje się towarem, który kupujesz, a nie standardem, który otrzymujesz. Organizacje z głębokimi kieszeniami mogą zapłacić za dostęp priorytetowy. Ich zawartość ładuje się natychmiast. Ich komunikacja jest jasna, jasna i szybka.

Tymczasem reszta z nas zjeżdża na wolniejszy pas.

Aktywiści. Niezależni artyści. Obcy polityczni. Grupy te rzadko mają budżet na płacenie wyższych stawek za przepustowość. Jeśli nie mogą zapłacić, ich pakiety danych tracą priorytet. Ich strony ładują się wolniej. Ich filmy się zawieszają. Ich głosy zagłuszają opóźnienia.

Gdy dostępna jest jakość HD, nie będziesz oglądać ziarnistych i przerywanych filmów. Ale jeśli infrastruktura zostanie zbudowana w taki sposób, że wersja ziarnista stanie się standardem dla tych, którzy nie płacą, nie masz wyboru. Twoja zdolność do przyswajania informacji – lub wyrażania ich – zależy całkowicie od możliwości finansowych nadawcy.

Konsekwencje polityczne płatnego ustalania priorytetów

Nie chodzi tylko o jakość wideo. Mówimy o władzy politycznej.

Kiedy dostęp do publiczności jest powiązany z płatnością, mowa jest stratyfikowana ze względu na poziom dochodów. Bogate i dobrze finansowane organizacje mogą zdominować cyfrową przestrzeń publiczną dzięki doskonałej szybkości dostarczania. Mogą transmitować na żywo bez zakłóceń. Mogą natychmiastowo dystrybuować duże pliki.

Małe głosy stoją przed wyzwaniami. Kampania oddolna, próbująca zyskać popularność w Internecie, napotyka opór techniczny, którego nie napotykają jej przeciwnicy. Jeśli ich witryna zwalnia podczas ważnego wydarzenia informacyjnego, tracą uwagę. Jeśli podczas transmisji z rajdu jakość ich wideo spadnie, stracą wiarygodność.

Pole gry się przechyla. Nie ze względu na wartość argumentu, ale ze względu na koszt połączenia.

Kto decyduje, które wiadomości przemieszczają się z prędkością światła? A kto pozostał w kurzu? Odpowiedzią nie powinien być dział rozliczeń Twojego dostawcy usług internetowych.

Podział partii jest tutaj przewidywalny. Demokraci i Republikanie zajmują odmienne stanowiska w kwestii neutralności sieci.

Demokratyczni prawodawcy sprzeciwiają się proponowanym zmianom w przepisach Federalnej Komisji Łączności (FCC). Zmiany umożliwią dostawcom usług internetowych (ISP) pobieranie opłat za priorytetowe, szybkie przetwarzanie ruchu w ich sieciach szerokopasmowych. Senator Ron Wyden (D-Ore.) nie ukrywał swojej opinii: „Bez neutralności sieci Internet, jaki znamy, przestaje istnieć” – stwierdził w lipcu 2017 r. „To bardzo proste”.

Republikanie twierdzą coś zupełnie przeciwnego. Uważają, że nadmierne regulacje rządowe, zwłaszcza zakaz szybkich pasów za administracji Obamy, tłumią innowacje. Ich stanowisko jest takie, że nowe zasady raczej zniechęcają do nowych pomysłów, niż je chronią. Republikańscy prawodawcy twierdzą, że jeśli firma angażuje się w zachowania antykonkurencyjne, rząd może już pociągnąć ją do odpowiedzialności, korzystając z istniejących przepisów antymonopolowych. Postrzegają obecne otoczenie regulacyjne jako przeszkodę dla uczciwej konkurencji i wzrostu.

1: Czas podjąć decyzje

Stawka nigdy nie była tak wysoka, ponieważ zasady wciąż się zmieniają. To nie jest rozstrzygnięta kwestia. Jest „naładowany energią”.

27 kwietnia 2017 r. przewodniczący Federalnej Komisji Łączności (FCC) Ajit Pai zaproponował projekt, który skutecznie zniszczyłby zabezpieczenia z czasów Obamy, znane jako neutralność sieci. Jego argument? Obecna struktura jest zbyt uciążliwa. Chce wyeliminować klasyfikację z tytułu II, która obecnie traktuje dostawców usług internetowych (ISP) jako usługi publiczne. Pai nazywa istniejące wymagania dotyczące raportowania „uciążliwymi”. Uważa, że ​​zasady tłumią innowacje. Jego celem jest „łagodne” podejście do regulacji, które zapewni dostawcom usług internetowych większą swobodę w zarządzaniu swoimi sieciami według własnego uznania.

Termin 14 grudnia

Zegar tyka. Komisja FCC zaplanowała głosowanie w sprawie tych zmian w przepisach na 14 grudnia.

Oto rzeczywistość: wynik jest w dużej mierze zdeterminowany przez politykę. Komisja składa się z pięciu członków z prawem głosu. Trzej z nich to Republikanie powołani pod obecną administracją. Dwóch z nich to Demokraci. Przy takiej większości 3 do 2 powszechnie oczekuje się, że wycofanie zabezpieczeń neutralności sieci zakończy się sukcesem.

Kto słucha?

Oburzenie społeczne było ogromne. Dziesiątki milionów Amerykanów zalało witrynę FCC komentarzami sprzeciwiającymi się wycofaniu. Chcą, aby Internet był otwarty, szybki i wolny od zakłóceń dostawcy usług internetowych.

Ale czy te głosy będą miały znaczenie?

FCC ma historię priorytetowego traktowania opinii branży. Darczyńcy korporacyjni i główni lobbyści telekomunikacyjni mają znacznie więcej zasobów umożliwiających wpływanie na program niż użytkownicy indywidualni. Widzieliśmy już tę dynamikę. Głośnik interesów korporacyjnych ma tendencję do zagłuszania szeptów na temat ochrony konsumentów.

Jeśli jesteś przekonany, że warto walczyć o neutralność sieci, czekanie na głosowanie nie wchodzi w grę. System został zaprojektowany tak, aby ignorować biernych obserwatorów.

Mówić. Opublikuj komentarz konsumencki w FCC. Zrób to teraz.

Dodatkowe zasoby

Dla tych, którzy zagłębiają się w szczegóły techniczne i prawne, nadal dostępnych jest wiele informacji pozwalających zrozumieć pełny zakres tych zmian.